Audion 

Autodyna

Neutralizacja 

EKRADYNA

EKRADYNA

 Ekradyna to oczywiście odbiornik wyposażony w lampę ekranową, ekranowaną, ekranówkę, czy wreszcie lampę Round’a (od nazwiska wynalazcy).
 Pierwsza seryjnie opracowana lampa ekranowa pojawiła się w 1927 r., wyprodukowało ją T-wo Marconi Osram Valve Co. Ltd., był to typ  S.625; kolejne wyprodukował Philips /A 442/ i Telefunken.
Dotychczas stosowany układ z triodą posiadał ograniczone wzmocnienie 
z uwagi na występowanie szkodliwej pojemności anoda – siatka.
Stosowana neutralizacja zewnętrzna /odbiorniki neutrodynowe/ była kłopotliwa w użyciu. Opracowanie lampy czteroelektrodowej i użycie drugiej siatki /ekranowej/, będącej pod napięciem doprowadziło do neutralizacji w/w szkodliwej pojemności. Pozwoliło to także uzyskać duże wzmocnienie
/ok. 10 x większe/,
przy b. dużej selektywności układu. Lampy ekranowe S.625 posiadały cokoły na obu końcach bańki i montowane były poziomo. Ze względu na duże wzmocnienia poszczególne stopnie odbiornika musiały być dobrze zaekranowane. Ta sama uwaga dotyczy lampy w której obwody sąsiednich stopni /siatko-wy i anodowy/ są oddzielone ekranem wewnętrznym lampy. Stopniowo lampy te podlegały modernizacji upodobniając się, ale tylko zewnętrznie, do innych lamp; zmieniły też nazwę na tetrody napięciowe.
Przykłady zastosowań pokazują rysunki.
Pierwsze odbiorniki ekranowane w Polsce wyprodukowało na początku 
1928 roku – PTR, kolejne produkowały dalej zakłady Marconi.
Cena lampy S. 625 była b. wysoka i wynosiła – 53,40 zł, więc także odbiorniki takie były bardzo kosztowne.
Dzisiaj lampy te oraz odbiorniki są dużą rzadkością kolekcjonerską. 

Super-reakcja

Superheterodyna

         Obsługą serwisową odbiorników Philips, Kosmos i Korona zajmowała się stworzona przez Philipsa kolejna firma – Centralna Stacja Obsługi Radia „STOBRA” Spółka
z ograniczoną odpowiedzialnością. 
Siedziba firmy – Warszawa ul. Tamka 3.
Firma zajmowała się szkoleniem sprzedawców oraz organizacją Autoryzowanych Stacji Obsługi wyrobów Philipsa. 
Wydawała nawet własny miesięcznik – „Obsługa Radia”. Zawierał on wskazówki dla pracy i organizacji stacji serwisowych wyrobów Philipsa.
Niestety z braku zainteresowania trwało to krótko, od marca do grudnia 1938 r.

Powyżej fragment interesującego dokumentu wewnętrznego Philipsa z 1939 r.

Hasło „cały kraj w zasięgu detektora” rzucono po raz pierwszy w Anglii w 1923 roku a zostało ono zrealizowane już w roku następnym, po uruchomieniu stacji w Chelmsford.
W Polsce realizacji tego hasła podjęło się Polskie Radio S.A. w roku 1929. 
Projekt odbiornika został opracowany jeszcze w tym samym roku przez zespół którym kierował inż. Wilhelm Rotkiewicz /późniejszy twórca „Pionier-a” z Dzierżoniowa/.
Celem było opracowanie odbiornika dla szerokich kręgów niezamożnego społeczeństwa. Powinien to być odbiornik o prostej obsłudze i niskiej cenie oraz produkowany
w masowej skali. 
Warunki techniczne jakim powinien on sprostać to:
– odbiór na terenie całej Polski nowej stacji PR w Raszynie o mocy 120 kW, fale długie 1411 m;
– niezakłócony odbiór lokalny stacji terenowych /było ich wtedy sześć: Kraków, Poznań, Katowice, Łódź, Wilno 
  i Lwów/, pracujących z mocą od kilku do kilkunastu kW, w zakresie 230 – 410 m /fale krótkie/; dopiero później rozpoczęto używać nazwy – fale średnie/.
Należało więc opracować odbiornik dwuzakresowy o dużej czułości i selektywności. Spełnienie tych warunków wymagało zastosowania dobrej anteny i uziemienia a także obudowy bakelitowej, ponieważ pudełko metalowe obniża selektywność aparatu z uwagi na duże straty w cewkach.
Odbiornik posiadał dwie cewki cylindryczne, jednowarstwowe, umieszczone prostopadle względem siebie. 
Dwa równoległe gniazda słuchawek zbocznikowane były kondensatorem 2 000 cm, w celu zwiększenia wydajności układu. Strojenie aparatu odbywało się przy pomocy tylko jednej gałki kondensatora obrotowego 500 cm. Natomiast zmiana zakresu za pomocą przełącznika obrotowego dwupozycyjnego /Dł, Kr/. 
Jako detektor zastosowano typowy układ zamknięty w rurce szklanej, wykorzystujący kryształek galeny /siarczek ołowiu/ oraz sprężystą igłę stalową. Nie było to najszczęśliwsze rozwiązanie, ponieważ szukanie czułego punktu na kryształku nie było wcale łatwe dla prostego użytkownika. O wiele lepszym rozwiązaniem byłby detektor stały, nie wymagający obsługi. Warunek niskiej ceny osiągnięto przez zastosowanie tanich części /kondensator mikowy  i cylindryczne jednowarstwowe cewki/ a także poprzez uruchomienie masowej produkcji. Cena aparatu została ustalona na 24 zł.
Dobrym rozwiązaniem było stworzenie kompletów odbiorczych zawierających wszystkie elementy stacji odbiorczej. W skład kompletu wchodziły: odbiornik „Detefon”, słuchawki magnetyczne, detektor kryształkowy, linka antenowa długości 50 m wraz z izolatorami i doprowadzeniem, izolator wpustowy, przewód uziemiający, przełącznik antenowy
z odgromnikiem oraz instrukcja obsługi i instalacji. Cena takiego kompletu – 39 zł, była wielokrotnie niższa od ceny radioaparatu lampowego.
            Polskie Radio wzięło na siebie także zadanie sprzedaży zestawów odbiorczych poprzez radiowe stacje nadawcze w całym kraju. Dużą zasługą PR było to, że nareszcie samo wzięło w swoje ręce realizację zadania zdobycia jak największej liczby abonentów. Rozpoczęło czynnie werbować nowych słuchaczy w szerokich warstwach społecznych i na głębokiej prowincji. 
Po uruchomieniu nowego nadajnika w Raszynie – maj 1931 r., PR przeprowadziło w lecie pomiary zasięgu odbioru detektorowego. Wykazały one, że cały obszar Polski leży
w zasięgu dobrego odbioru na Detefon, jedynie na północno-wschodnich krańcach Wileńszczyzny i na Pokuciu odbiór był słabszy. 

Należy też wspomnieć fakt, że stosowany w odbiornikach detektorowych podstawowy element – detektor kryształkowy, był pierwszym przyrządem półprzewodnikowym. Stosowany od dawna w radiotechnice do detekcji przebiegów szybko-zmiennych, nie mógł znaleźć wówczas wśród naukowców teoretycznej podstawy swojego działania. Pragnę zwrócić również uwagę na fakt, że odbiornik detektorowy posiadał bardzo duże zalety – nie wymagał własnego źródła zasilania /zasilany był energią odbieranej fali radiowej/ oraz był bardzo tani w produkcji i eksploatacji. Miał też swoje wady – wymagał dobrej anteny i uziemienia /miał niską czułość/, posiadał małą selektywność oraz zapewniał odbiór tylko na słuchawki, które „przywiązywały” słuchacza do aparatu.

Dla słuchacza zamożniejszego PWŁ wyprodukowała w 1932 r. głośnik ze wzmacniaczem do aparatów detektorowych – AMPLIFON. Opracowanie wzornicze – bardzo udane. Umożliwił on uniezależnienie się od „przywiązania” słuchacza poprzez słuchawki do Detefonu a także równoczesne słuchanie programu przez kilka osób.
Produkcja Detefonu była kontynuowana w zakładach PZT. Model z PZT posiadał już trzy zakresy fal: 
Dł. 1200 – 1500 m, Śr. 300 – 700 m i Kr. 200 – 400 m. Do 1939 r. wyprodukowano kilkaset tysięcy sztuk tych aparatów.
Dystrybucją zestawów odbiorczych zajęły się także placówki pocztowe w całym kraju. Wprowadzono sprzedaż ratalną oraz ulgi abonamentowe. Cena Detefonu spadła
z czasem do 33 zł a następnie do 25 zł za komplet, a z ulgowym rocznym abonamentem /dla rolników/ wynosiła 45,35 zł a w końcu 41,50 zł.
Po wojnie wznowiono produkcję Detefonu, w prawie identycznej formie, w zakładach T 71. 
Istniały też plany znacznego rozwoju produkcji odbiorników detektorowych, jednakże, na szczęście, nie zostały zrealizowane.

            Radiofonizacja kraju w okresie międzywojennym postępowała niestety dosyć wolno. Świadczą o tym m. in. liczby obrazujące nasycenie odbiornikami w Polsce.
W 1938 roku znajdowaliśmy się na 17 /jednym z ostatnich/ miejscu w Europie pod względem liczby aparatów przypadających na mieszkańca, z wynikiem ok. 3,1 abonentów/100 mieszkańców. Szczególnie niskie nasycenie było na wsiach oraz na terenach wschodnich.
Dopiero na początku 39 r. zarejestrowano  milionowego abonenta radiowego a do 31.08.39 r. było ok. 1 ml. 100 tys. abonentów, w tym 65 % posiadało odbiorniki lampowe, 
 a 35 % – detektorowe /to bardzo niekorzystny stosunek/.
W Europie najwięcej odbiorników /od 1937 r./ posiadały Niemcy. Swój sukces zawdzięczają w głównej mierze staraniom wszystkich władz oraz olbrzymiej propagandzie radiofonii. Największy skok ilościowy przyniosło wprowadzenie w 1933 roku odbiornika ludowego, / Volksempfänger – VE a później Deutscher Kleinempfänger – DKE/, których sprzedano do 1939 r. aż 3,5 ml. szt. Szczegółowe omówienie tego zagadnienia przedstawiłem w pięciu numerach Świata Radio. 
Również Włochy wprowadziły u siebie odbiornik popularny – „Radio Balilla”.
O ile baza nadawcza i programowa Polskiego Radia była na wysokim poziomie o tyle liczba odbiorników radiowych będących w posiadaniu ludności była ciągle mała. Wynikało to z kilku powodów – niskiej zamożności polskiego społeczeństwa, wysokiej ceny odbiorników oraz braku potrzeb posiadania radia. Zaradzić temu mogła jedynie wielka akcja
z poparciem najwyższych czynników rządowych, Polskiego Radia oraz producentów odbiorników.
Dopiero w roku 1938 rozpoczęto akcję pod nazwą – „o polski odbiornik popularny”.
W dniu 2 stycznia 1939 r. Polskie Radio wspólnie z Komitetem do spraw Kultury Wsi oraz Państwowym Instytutem Telekomunikacyjnym ogłosiło konkurs na „model produkcyjny polskiego popularnego odbiornika bateryjnego”. 
Zasilanie bateryjne określało, że odbiornik przeznaczony jest dla terenów wiejskich, powinien być maksymalnie prosty w obsłudze i oszczędny w zużyciu energii. Zasady konkursu określały m.in., że konstrukcja powinna być Polska /nie obciążona dodatkowymi opłatami licencyjnymi/, maksymalna ilość części składowych powinna być produkowana w kraju. Aparat powinien być przeznaczony do masowej produkcji. Warunki techniczne stanowiły kompromis pomiędzy jakością aparatu a ceną wyrobu. Czułość odbiornika powinna być lepsza od 8 mV, wskazane zastosowanie lamp serii „K”.
Nagroda dla zwycięzcy konkursu – 5 tys. zł. Powyższa akcja wzbudziła bardzo duże zainteresowanie społeczne oraz w branży radiotechnicznej. Wpłynęło 27 ofert, zgłoszone modele i materiały zostały zbadane w PIT.
W kwietniu PR ogłosiło – zwyciężył model opracowany przez Państwowe Zakłady Tele i Radiotechniczne /PZT/.
Nagrodzony odbiornik to reakcyjna, dwulampowa, jednoobwodówka w układzie Reinartza z jednym stopniem wzmocnienia m.cz. Schemat odbiornika przedstawia rys. nr 1 a fotografie rys. nr 2 – 4.
Aparat posiada dwa zakresy fal – długie i średnie /w pełnym, rozszerzonym zakresie/.
Jako detektor pracuje pentoda KF4, zapewnia ona dobrą reakcję przy napięciu anodowym w granicach 60 V -120 V co umożliwia maksymalne wykorzystanie baterii anodowej. 
Stopień sprzężenia obwodu antenowego z obwodem siatkowym lampy detekcyjnej jest regulowany i pozwala na regulację siły głosu bez zmiany wielkości selektywności. Cewki nawinięte są na rdzeniach ferromagnetycznych i razem z przełącznikiem zakresów tworzą jeden zwarty agregat, upraszczając produkcję, strojenie i naprawę. Kondensator strojeniowy montowany na kalicie, o pojemności 500 cm, wprowadza małe tłumienie. W ekranującym kołpaku lampy detektorowej znajduje się mostek detekcyjny – RS1, CS1. 
Lampa głośnikowa KL4 pracuje w układzie oporowo-pojemnościowym zapewniającym dużą wierność przenoszenia.
Ujemne napięcie siatki sterującej uzyskiwane na mostku RK , CK, pozwoliło na zrezygnowanie z baterii siatkowej i dodatkowego przewodu zasilającego oraz uprościło obsługę. Do minimum zredukowano ilość części składowych – tylko 11 kondensatorów i 6 oporników. Wszystkie części są pochodzenia krajowego.
Obsługę bardzo uproszczono. Lewa gałka /sprzężenie/ reguluje siłę głosu a przesuwając ją osiowo dokonujemy zmiany zakresów. Prawa gałka ustawia reakcję. Na środku, pod głośnikiem dostępna jest część pokrętła kondensatora strojeniowego opisana „stacyjnie i dziesiętnie” /rozwiązanie znane z DKE/.
W odbiorniku zastosowano głośnik dynamiczny /z transformatorem wyjściowym/ o dużej średnicy zapewniający dobrą wierność odtwarzania. Metalowe chassis mocowane jest na amortyzatorach gumowych w niewielkiej bakelitowej skrzynce.
Odbiornik zużywa tylko 4,5 mA prądu ze 120 V baterii anodowej zapewniając jej użytkowanie przez ok. 6 m-cy. Żarzenie z 2 V akumulatora lub baterii, pobór prądu 215 mA.
Produkcja odbiornika prawdopodobnie nie została uruchomiona i żaden egzemplarz tego aparatu nie ocalał do chwili obecnej.
W lutym 1939 r. Polskie Radio, Związek Elektrowni Polskich oraz PIT wspólnie ogłosiło konkurs na „model produkcyjny popularnego odbiornika sieciowego” wykonanego
w dwóch wersjach – na prąd zmienny oraz uniwersalny. Wymagania konkursu podobne do poprzedniego. Nagroda za I miejsce po 3.000 zł. Wyniki konkursu i dalsze losy tych modeli nie są znane. Wybuch wojny położył kres marzeniom o polskim odbiorniku popularnym.
Na początku okupacji nastąpiła konfiskata odbiorników radiowych przez Niemców a za posiadanie aparatu groziły bardzo surowe kary.
Od 1943 r. Niemcy przygotowywały odbiorniki radiowe dla Polaków, ale to zupełnie inna historia.
Wkrótce po wyzwoleniu ziem polskich przez ZSRR historia powtórzyła się /zakaz posiadania radioodbiorników/.
Następnie nadszedł okres forsowania radiofonii przewodowej w Polsce wzorem przodującego w wielu dziedzinach Kraju.
Idea odbiornika popularnego nigdy już nie powróciła.

Nazwy „odbiornik ludowy” użyłem celowo, wzorując się na zrealizowanych projektach w innych krajach np. sąsiednich Niemczech. W II RP zastosowano nazwę „odbiornik popularny” dla określenia analogicznej idei, niestety niezrealizowanej.
Została ona opisana w artykule powyżej pt „Odbiornik popularny”.
Pomimo podjęcia odgórnych działań przez polskie uprawnione instytucje, niektóre firmy prywatne wzięły także sprawy w swoje ręce. Ich działania przyniosły prędkie i wymierne efekty. Najszybsze na polskim rynku okazało się Krajowe Towarzystwo TELEFUNKEN. Bez rozgłosu opracował, uruchomił i wprowadził na polski rynek tak oczekiwany pierwszy odbiornik ludowy. Sprzedaż rozpoczęła się na wiosnę 1939 roku i nie zdążyła się „rozkręcić” do wybuchu wojny.
Hasłami kampanii reklamowej były:
        „Przełamany front  drogich odbiorników”
        „Telefunken teraz dla każdego”.
Trzeba przyznać, że oba hasła odpowiadały prawdzie, był to pierwszy tani, a przy tym niezłej klasy aparat radiowy.
Cena – 115 zł za model bateryjny i 136 zł za model sieciowy była najniższa wśród markowych firm, nie wyłączając państwowego PZT. Technicznie aparat był bardziej nowoczesny niż oryginalne niemieckie odbiorniki ludowe – VE.
Zastosowano w nim szereg rozwiązań, które obniżyły jego cenę np. niewielka płyta tekstolitowa zamiast metalowego chassis, uproszczony mechanizm skali i autotransformator w obwodzie zasilania. 
Typ „T31 z” to aparat w układzie reakcyjnym, dwu zakresowy, jednoobwodowy, dwulampowy z nowoczesnymi „czerwonymi” lampami: EF6, EL3 i AZ1. Wyposażony był w duży głośnik dynamiczny z magnesem stałym, eliminator stacji lokalnej oraz ekonomizator zużycia prądu – 35 W/25 W. 
Posiadał dużą skrzynkę ze sklejki, malowaną brązową farbą, z dużą, ładną skalą stacyjną. Dzięki tym parametrom zapewniał stabilny i silny odbiór wielu stacji. Produkowany był w trzech odmianach zasilania – prądem zmiennym, stałym lub zmiennym – uniwersalne oraz bateryjne. 
Do dziś ocalało niewiele egzemplarzy tych odbiorników.

Drugą firmą która rozpoczęła wprowadzanie na rynek krajowy odbiornika ludowego były – Polskie Zakłady PHILIPS.
Aparat ten, jak i wszystkie pozostałe, został opracowany w macierzystych zakładach w Holandii, w roku 1939, tam też wyprodukowano pierwsze egzemplarze.
Przeznaczony był tylko na rynek polski, jednak nie został wprowadzony do obrotu przed wybuchem wojny we wrześniu 1939 roku, a jego kampania reklamowa także nie została rozpoczęta.
Technicznie aparat był bardzo podobny do niemieckiego odbiornika ludowego – VE 301Wn.
Zastosowano w nim szereg rozwiązań, które obniżyły jego cenę np. małe pudełko bakelitowej obudowy, niewielka płyta ze sklejki zamiast metalowego chassis, uproszczony mechanizm skali.  
Był produkowany pod firmą Kosmos; typ „130 A”
Jest to aparat w układzie reakcyjnym, dwu zakresowy, jednoobwodowy, dwulampowy ze starszymi lampami f-my Triotron (Philips): S424, P421 i G429.
Wyposażony w głośnik dynamiczny z magnesem stałym, zasilanie z sieci prądu zmiennego. Posiadał niewielką skrzynkę bakelitową z okrągłą skalą stacyjną, opisaną tylko (!) nazwami 10 polskich stacji. 
Produkowany był w dwóch (?) odmianach zasilania – prądem zmiennym oraz bateryjne. 
Wersja bateryjna – 130 B posiadała 3 lampy 2 V: KC1, KC1 i KL1. 
Cena wersji bateryjnej był niska – tylko 120 zł (za gotówkę), także ratalna na 12 m-cy za 137 zł.
Do dziś ocalało tylko kilka tych odbiorników.

              Główna stacja nadawcza Zachodnioniemieckiego Okręgu Radiowego znajdowała się w m. Langenberg w Nadrenii Północnej-Westfalii, na wschód od Zagłębia Ruhry.
Dzięki lokalizacji stacji na znacznej wyniosłości – 242 m npt., antenie zawieszonej na wysokości 100 m oraz silnemu nadajnikowi – 60 kW, obsługiwała duży i  gęsto zaludniony obszar.          
W nocy z 17 na 18 czerwca 1931 roku, grupa niemieckich komunistów zawiesiła na szczycie jednej z dwóch 100-metrowych, stalowych wież antenowych, swój symbol –
dużą 3-metrową czerwoną gwiazdę. Już kilka dni później przeprowadzili kolejną akcję – próbę nadania przez tę radiostację odezwy komunistycznej. W tym celu włączyli
się w napowietrzną linię modulacyjną na trasie od studia radiowego w Kolonii do nadajnika w Langenberg, jednak pomyłkowo wybrali linię rezerwową
 i nie przyniosło to żadnego efektu. Po kilku dniach ponowili akcję. Tym razem włączyli się już w główną linię kablową i wysyłali odezwę propagandową.
Jednak obsługa stacji nadawczej, kontrolująca emisję programu, spostrzegła ten fakt i odłączyła modulację już na początku odezwy, więc akcja nie przyniosła spodziewanego rezultatu. 
Wypływa stąd wniosek, że skuteczną akcję można przeprowadzić w tylko ostatnim ogniwie transmisji – w stacji nadawczej. 
Tego błędu nie popełnili już kilka lat później napastnicy w radiostacji gliwickiej. 
Jest jeszcze jeden gliwicki akcent związany z tą stacją.
W roku 1934 wybudowano tutaj nową 160-metrową drewnianą wieżę antenową, która po rocznej eksploatacji 10 października 1935 zniszczona została przez huragan. Drewnianej wieży już nie odbudowano, a w 1940 roku zastąpiono ją 240-metrowym stalowym masztem samopromieniującym.
Prawdopodobnie na skutek tej katastrofy budowlanej, nowa gliwicka drewniana wieża została dodatkowo wzmocniona i to m.in. zapewniło, że stoi do chwili obecnej.

             Jedną z kilku firm, którym Poczta Niemiecka powierzała w latach 1930. projektowanie oraz wznoszenie drewnianych wież antenowych, było wielkie przedsiębiorstwo budowlane Christoph & Unmack, mające siedzibę w Niesky OL (dziś dzielnica Görlitz).
Zakład zaprojektował oraz zbudował w Niemczech 5 wież antenowych: w Königsbergu, Szczecinie, Trier, Görlitz oraz w Gliwicach.
               Już w roku 1882 stolarz Christoph oraz architekt Unmack, pochodzący z Danii, założyli w tej niewielkiej miejscowości firmę budowlaną, zajmującą się projektowaniem oraz budową początkowo baraków, a następnie prostych drewnianych domów. Sukcesem okazały się projekty oraz szybki montaż panelowych elementów budowlanych, wykonywanych w zakładzie. Następuje szybki rozwój firmy przez poszerzenie zakresu produkcji: od wagonów kolejowych, przez inne pojazdy szynowe, silniki, kotły i konstrukcje stalowe, a w końcu mosty. W 1922 roku zakład zatrudnia ok. 4.000 pracowników i posiada kilka oddziałów. Następuje dalszy rozwój firmy, którego nie przerywa II wojna.
              Największe osiągnięcia zakładu to rozwój nowoczesnych projektów prefabrykowanych obiektów budowlanych oraz ich masowy montaż w wielu miejscowościach.
Firma stała się największym producentem tego typu konstrukcji w Europie. Zatrudniała znanych architektów (m.in. Konrada Wachsmanna), projektujących różne budowle – budynki mieszkalne, szkoły, szpitale, hotele i inne, a także całe osiedla domów drewnianych. Jednym z bardziej znanych i będącym dziś zabytkiem jest osiedle 65 domów pracowniczych w Niesky. Kolejnym jest budynek ambasady niemieckiej w Turcji, zbudowany w zakładzie i przetransportowany aż do Ankary, gdzie został zmontowany.
Firma zaprojektowała oraz zbudowała w 1925 roku także domek letni dla Alberta Einsteina w Caputh koło Poczdamu, który dziś jest zabytkiem architektury drewnianej.
                W 1945 roku radzieckie władze okupacyjne zdemontowały i wywiozły do ZSRR cały zakład produkcji drzewnej.

              Na Górnym Śląsku pozostały jeszcze (oprócz wieży w Gliwicach) przynajmniej trzy obiekty, będące dziełem tego zakładu.
Pierwszym jest budynek obserwatorium sejsmicznego prof. Carla Mainki, powstały w 1927 roku w Raciborzu. Jest to obiekt drewniany, dwukondygnacyjny,
podpiwniczony, z aparaturą. Obiekt jest nadal użytkowany do celów naukowych; zachował się w dobrym stanie.
Drugi – to kościół ewangelicki w Zabrzu Mikulczycach. Wzniesiony został przez załogę firmy od maja do połowy czerwca 1937 roku. Konstrukcja jednonawowa z jednym ołtarzem w prezbiterium i niewielką dzwonnicą. Kościół użytkowany jest do dziś i znajduje się w dobrym stanie i jest dziś zabytkiem sakralnej architektury drewnianej.
Trzeci – to także kościół ewangelicki w Bytomiu Bobrku. Powstał w roku 1932 z drewnianych elementów prefabrykowanych w tym samym zakładzie.
W Polsce popadał w ruinę, lecz w 2017 r. został przeniesiony i odrestaurowany na terenie Górnośląskiego Parku Etnograficznego w Chorzowie.
Wszystkie te obiekty znajdują się na Szlaku Architektury Drewnianej Województwa Śląskiego.

Plakat reklamowy firmy Christoph & Unmack z m. Niesky, 1935 rok

Dom letni Alberta Einsteina w Caputh w pobliżu Berlina, wybudowany w 1925. r.

Budynek obserwatorium sejsmicznego prof. Carla Mainki powstały w 1927 r.

Kościół ewangelicki z Bytomia Bobrki, obecnie w Górnośląskim Parku Etnograficznym w Chorzowie.

               Firma Julius Pintsch AG z Berlina, od 1924 r.: Pintsch Bamag AG – jeden z największych producentów urządzeń oświetleniowych, w tym żarówek – wkrótce znacznie poszerzyła zakres produkcji m.in. o konstrukcje stalowe. To ona właśnie wybudowała i zainstalowała dwie 75-metrowe wieże antenowe w I stacji gliwickiej.
Produkcja oświetlenia obejmowała pełny zakres lamp, opraw oraz źródeł światła, w tym żarówek. Wytwarzano tutaj m.in. lampy ostrzegawcze i sygnalizacyjne dla pojazdów lądowych, żeglugi morskiej i lotnictwa. Także na obu stacjach gliwickich, na wieżach antenowych, dla ostrzegania przeszkodowego zainstalowane zostały lampy firmy Pintsch.
Według danych katalogowych z lat 1930. lampa sygnalizacyjna typ DL 50/2 (Drechlinsenleuchte) zasilana była napięciem zmiennym 24 V. Źródło światła stanowiła żarówka
z włóknem wolframowym o mocy 150 W. Wokół niej obracał się zespół dwóch soczewek, skupiających promień świetlny do 60-stopniowego sektora, a zespoły soczewek rozdzielone były dwoma odbłyśnikami pełniącymi także rolę przesłon. Całość napędzał silnik elektryczny, zapewniający ok. 15 błysków na minutę.
Na korpusie znajdowała się poziomica oraz układ pochylenia strumienia świetlnego w zakresie pięciu stopni, a całość przykryta była kloszem, na górze którego wykonano  kominek odprowadzający ciepło.
Lampa miała światłość/siłę światła (Lichtstärke) 150.000 HK (Hefnerkerze). Warto przyjrzeć się tej mało dzisiaj znanej jednostce.
Początkowo dla pomiarów światłości, która pozwoliłaby ocenić siłę źródła światła, zastosowano metodę porównawczą i do tego celu utworzono „świecę wzorcową”
(jeszcze dziś można spotkać określenie „żarówka 40-świecowa”). Europa oraz USA przyjęły wzorzec oparty na lampie żarowej, ale Niemcy zastosowały inny wzorzec,
tzw. „świecę Hefnera – HK”, oparty na lampie knotowej.
A oto jej definicja: lampka spalająca, bez kominka, czysty octan amylowy, za pośrednictwem knota bawełnianego, wypełniającego rurkę metalową, wystającą ze zbiornika
na 25 mm, o średnicy wewnętrznej 8 mm i zewnętrznej 8,3 mm. Wysokość płomienia powinna wynosić dokładnie 40 mm, kierunek promieni poziomy.

          Za jednostkę światłości przyjęto później „świecę międzynarodową” zwaną kandelą – cd (z łac. candela – świeca). Dziś kandela jest nadal jednostką podstawową układu SI,
ale definiowaną zupełnie inaczej.
Porównując jasność (moc) źródeł światła – lampa DL 50 o ww. parametrach emituje strumień świetlny o wielkości ponad 126.000 lumenów, podczas gdy żarówka
o mocy 150 W (bez układu soczewkowego) – nieco ponad 2.000 lumenów.

Lampa oświetlenia przeszkodowego f-my Pintsch zainstalowana na wieży w Gliwicach

Tabliczka znamionowa lampy oświetlenia przeszkodowego firmy Pintsch

Reklama żaówek firmy Pintsch, lata 1930.

Stacje wzmacniakowe budowane były na trasie dalekosiężnych linii kablowych w celu wzmacniania przesyłanych sygnałów telefonicznych. Występujące na liniach spadki poziomu sygnału były kompensowane w rozmieszczonych co kilkadziesiąt kilometrów bezobsługowych bądź obsługiwanych stacjach. Poziom wyjściowy ze stacji wzmacniakowej wynosił ok. 3 V, a wejściowy na kolejnej stacji – ok. 0,03 V, więc tłumienie odcinka toru wynosiło ok. 100 V/V. Jednak wartość normowana to 3,7 Np. Neper – Np to bezwymiarowa, logarytmiczna jednostka miary zgodna z układem SI, stosowana jest m.in. w teletransmisji i wynosi A=ln(a1/a2) [Np]. Ponieważ linie kablowe są własnością poczty, stosowano te jednostki również w układach wejściowych toru kablowego w stacjach radiowych. Wykorzystywane w stacjach wzmacniakowych elementy np. lampy radiowe miały specjalną budowę, przystosowaną do ciągłej oraz bezawaryjnej pracy. Nazywane były lampami pocztowymi; spotykamy je także na wejściach liniowych stacji gliwickich.
W 1927 r. została uruchomiona nowa linia kablowa na trasie Wrocław – Gliwice. Znalazły się na niej cztery stacje wzmacniakowe: Wrocław, Skorogoszcz (Schurgast), Koźle (Cosel) i Gliwice. W Gliwicach stacja wzmacniakowa zainstalowana była w Urzędzie Telegraficznym przy ul. Dolnych Wałów 8 (Niederwall Strasse), od której linię przedłużono do rozgłośni radiowej i dalej do stacji nadawczej. W całym kablu dalekosiężnym znajdowało się m.in. dwie pary radiofoniczne. Pary te były dodatkowo zaekranowane w celu eliminacji zakłóceń m.in. przesłuchów wewnątrz kablowych. Wszystko to dało wyraźną poprawę parametrów transmisyjnych i w rezultacie jakości nadawanych programów.

                W radiostacji zastosowano typowy wówczas mikrofon spikerski, analogiczny jak w rozgłośni. Był to mikrofon dynamiczny (magnetoelektryczny) posiadający lepsze parametry, zwłaszcza pasmo przenoszenia, niż używany na pierwszej stacji mikrofon węglowy. Posiadał wbudowany transformator podwyższający wytwarzane napięcia, które jednak były niskie i wymagały współpracy ze wzmacniaczem akustycznym tzw. mikrofonowym. Poziom sygnału z mikrofonu wynosił ok. 0,5 mV, po transformatorze 1,5 mV, natomiast po wzmacniaczu mikrofonowym o wzmocnieniu maksymalnym 1.000 V/V (60 dB), mógł osiągnąć poziom 1,5 V wystarczający do dalszej „obróbki”.
Kolejnym typem był mikrofon pojemnościowy o jeszcze wyższych parametrach, który jednak – z uwagi na bardzo niski poziom sygnału uzyskiwany z przetwornika – wymagał zastosowania wzmacniacza mikrofonowego, umieszczonego bezpośrednio przy przetworniku, we wspólnej obudowie. Stąd charakterystyczny kształt i nazwa „butelkowy” lub „rurowy”. Z uwagi na użycie wzmacniacza lampowego potrzebował doprowadzenia dodatkowego zasilania. Nie mógł więc być stosowany zamiennie z mikrofonem dynamicznym.
Na filmie „Der Fall Gleiwitz” pokazano taki właśnie mikrofon podłączony do pola komutacyjnego, dwuprzewodowego, w zespole sterowania (Ilustr. 9.5.10).
Poprzez niego filmowi napastnicy nadawali komunikat. W rzeczywistości, pomijając inne uwarunkowania, taki mikrofon nie mógł w tym miejscu pracować.

Napastnik „odczytuje” tekst odezwy używając mikrofonu pojemnościowego podłączonego do stojaka nadzoru i kontroli w sali nadajnika. Kadr z filmu „Der Fall Gleiwitz”, 1961 r. 

Spiker przy mikrofonie dynamicznym w studio rozgłośni gliwickiej. Analogiczny mikrofon znajdował się w studiu awaryjnym stacji nadawczej. Gliwice lata 1930.